Jeśli miałbym pokazać palcem jednego człowieka, który zrobił dla mnie dużo, byłoby to naprawdę trudne.
Głównie dlatego, że to zawsze jest kompleksowe, często nieoczywiste, a jeszcze częściej okazuje się po latach.
Wydaje mi się, że bardzo często byłem odważny. Jednak ta odwaga nie była świadoma. Nigdy nie stałem na krawędzi platformy i nie skoczyłem z bungie bo do tego odwagi nie miałem. Ale wejść na 6000 m npm czy wyruszyć lądem, bez języka, mapy i kasy do Kathmandu nie było dla mnie problemem.
Rozwiązanie leżało zawsze w połaczeniu nieświadomości, że „w sumie to można by się trochę bać” i zalewającej mnie dopaminy o której nie miałem pojęcia do 50 roku życia. Można? Można!
„Ignorance is bliss”
Właśnie dlatego udało mi się w życiu zrobić kilka rzeczy, które wielu uważało za akt odwagi. Choć ja odwagi w sobie nie mam. Dowodem na to niech będzie to, że nie mam kredytu na dom bo lęk przed kolejną ratą powstrzymywał mnie skutecznie.
Postawiłem jednak pokazać Wam jednego człowieka, o którym wiem, że bardzo dużo dla mnie zrobił. I dlatego opowiem o dwóch bo są ze sobą nierozerwani choć o swoim istnieniu nawet nie wiedzą…
___
Michał mieszkał kilka pokoi dalej. Akademik na Brzeźnie był wesoły, ale na moje szczęście nie tak jak „Hilton” w Gdańsku (Brzeźno to nie Gdańsk. tak samo jak Oliwa czy Wrzeszcz) i dało się tu spokojnie żyć. Kolegów. miałem naprawdę ok, co w drugiej połowie lat 90, dla kogoś kto nie pił alkoholu nie było takie oczywiste.
Michał studiował prawo i Michał, tak jak ja, czytał książki o Himalajach i polskich wspinaczach. Dlatego też, pewnego grudniowego wieczoru 1996 zaproponował mi żebyśmy, „zanim skończymy studia i będziemy klepać biedę” pojechali w Himalaje „choć raz zobaczyć Mt. Everest”.
A ja byłem mega biednym studentem. Ze stypendium socjalnego płaciłem akademik, jadłem serki topione, jakieś mielonki i teraz miałem jechać w Himalaje.
Ale jak i za co?
Michał był nieugięty. Dał mi książkę Ediego Pyrka „Niech cały świat myśli, że jesteś szalony, czyli do Indii za 30 dolarów”. Książka była grubo nieaktualna bo nie było już ZSRR i pociągu za grosze do Tibilisi, ale Edi opisał w niej trasę lądem do Indii. Nagle, w mojej dopaminowej głowie zapaliła się wielka, 200Watowa żarówka z napisem – „KURWA! TO SIĘ DA ZROBIĆ!” i przepadłem.
O 5 rano rozwoziłem po biurowcach gazety. Kochana pani z portierni nigdy nie powiedział mi złego słowa, gdy o 4:30 przyjeżdżał dostawca i ją budził by zostawić mi pudło z gazetami. Z plastikowych pudeł zrobiłem sobie sakwy i jeździłem o świcie po centrum Gdańska.
Czasem pomagałem przy robotach wysokościowych jako chłopak od podawania narzędzi.
Wiosną, w pewnym biurze o fajnej nazwie BILL jeździłem jako przewodnik i pilot szkolnych wycieczek. Praga, Wrocław, Kościerzyna czy Frombork. Zarabiałem 70 zł dziennie co w 1996 czy 1997 było ogromną sumą pieniędzy.
Wykładowcy byli wyrozumiali. dawałem radę na 4+ a kolokwia robiłem w weekendy z zaocznymi.
Gdy mój szef i z czasem serdeczny kolega dowiedział się jako mam pomysł sam pożyczył mi kasę bym pojechał. Miałem mu przysłać pocztówkę z Nepalu i odpracować kasę „za rok”. Bez Zbenka nic by się nie udało.
Był wariatem, który tak jak ja parł do przodu i nie patrzył za siebie i gdyby nie on nie dałbym rady z kasą.
Przyszedł wrzesień 1997. Dostałem 3 miesięczną dziekankę, wiedzieliśmy z Michałem w jakich miastach mamy się przesiąść i gdzie przekroczyć granice. Miałem 660 U$ w kieszeni, wszystkie potrzebne wizy i czekałem jedynie na autobus „przemytniczy” z Katowic do Stambułu.
Michał pojechał do rodziców do Katowic żeby się spakować i w sobotę mieliśmy ruszyć.
Tyle tylko, że Michał nigdy ze mną nie pojechał. Gdy przyjechałem do Kato Michała nie było w domu, a jego mama nie wiedziała w ogóle o czym ja mówię. Następnego dnia była sobota. Autobus jeździł raz w tygodniu a ja miałem już na niego bilet.
Michał namówił mnie na wyjazd, który otworzył mi oczy. Pokazał mi, że się da i jak to zrobimy. Dzięki temu, że nie pojechał, a ja przebrnąłem samemu przez strach, zmęczenie, zatrucia i niedojadanie odkryłem, że jestem silniejszy i odważniejszy niż o sobie myślałem.
Że się nie poddaję choć parcie do przodu kosztuje mnie czasem łzy i zwątpienie.
Jakiś cudem wiem, że „wszystko będzie dobrze byle tylko iść dalej”