co mi się udało

W drodze

1997

Jak jeden człowiek zmienił więcej niż planował

Jeśli miałbym pokazać palcem jednego człowieka, który zrobił dla mnie dużo, byłoby to naprawdę trudne.

Głównie dlatego, że to zawsze jest kompleksowe, często nieoczywiste, a jeszcze częściej okazuje się po latach.

Wydaje mi się, że bardzo często byłem odważny. Jednak ta odwaga nie była świadoma. Nigdy nie stałem na krawędzi platformy i nie skoczyłem z bungie bo do tego odwagi nie miałem. Ale wejść na 6000 m npm czy wyruszyć lądem, bez języka, mapy i kasy do Kathmandu nie było dla mnie problemem.

Rozwiązanie leżało zawsze w połaczeniu nieświadomości, że „w sumie to można by się trochę bać” i zalewającej mnie dopaminy o której nie miałem pojęcia do 50 roku życia. Można? Można!

„Ignorance is bliss”

Właśnie dlatego udało mi się w życiu zrobić kilka rzeczy, które wielu uważało za akt odwagi. Choć ja odwagi w sobie nie mam. Dowodem na to niech będzie to, że nie mam kredytu na dom bo lęk przed kolejną ratą powstrzymywał mnie skutecznie.

Postawiłem jednak pokazać Wam jednego człowieka, o którym wiem, że bardzo dużo dla mnie zrobił. I dlatego opowiem o dwóch bo są ze sobą nierozerwani choć o swoim istnieniu nawet nie wiedzą…

___

Michał mieszkał kilka pokoi dalej. Akademik na Brzeźnie był wesoły, ale na moje szczęście nie tak jak „Hilton” w Gdańsku (Brzeźno to nie Gdańsk. tak samo jak Oliwa czy Wrzeszcz) i dało się tu spokojnie żyć. Kolegów. miałem naprawdę ok, co w drugiej połowie lat 90, dla kogoś kto nie pił alkoholu nie było takie oczywiste.

Michał studiował prawo i Michał, tak jak ja, czytał książki o Himalajach i polskich wspinaczach. Dlatego też, pewnego grudniowego wieczoru 1996 zaproponował mi żebyśmy, „zanim skończymy studia i będziemy klepać biedę” pojechali w Himalaje „choć raz zobaczyć Mt. Everest”.

A ja byłem mega biednym studentem. Ze stypendium socjalnego płaciłem akademik, jadłem serki topione, jakieś mielonki i teraz miałem jechać w Himalaje.

Ale jak i za co?

Michał był nieugięty. Dał mi książkę Ediego Pyrka „Niech cały świat myśli, że jesteś szalony, czyli do Indii za 30 dolarów”. Książka była grubo nieaktualna bo nie było już ZSRR i pociągu za grosze do Tibilisi, ale Edi opisał w niej trasę lądem do Indii. Nagle, w mojej dopaminowej głowie zapaliła się wielka, 200Watowa żarówka z napisem – „KURWA! TO SIĘ DA ZROBIĆ!” i przepadłem.

O 5 rano rozwoziłem po biurowcach gazety. Kochana pani z portierni nigdy nie powiedział mi złego słowa, gdy o 4:30 przyjeżdżał dostawca i ją budził by zostawić mi pudło z gazetami. Z plastikowych pudeł zrobiłem sobie sakwy i jeździłem o świcie po centrum Gdańska. 

Czasem pomagałem przy robotach wysokościowych jako chłopak od podawania narzędzi.

Wiosną, w pewnym biurze o fajnej nazwie BILL jeździłem jako przewodnik i pilot szkolnych wycieczek. Praga, Wrocław, Kościerzyna czy Frombork. Zarabiałem 70 zł dziennie co w 1996 czy 1997 było  ogromną sumą pieniędzy.

Wykładowcy byli wyrozumiali. dawałem radę na 4+ a kolokwia robiłem w weekendy z zaocznymi.

Gdy mój szef i z czasem serdeczny kolega dowiedział się jako mam pomysł sam pożyczył mi kasę bym pojechał. Miałem mu przysłać pocztówkę z Nepalu i odpracować kasę „za rok”. Bez Zbenka nic by się nie udało. 

Był wariatem, który tak jak ja parł do przodu i nie patrzył za siebie i gdyby nie on nie dałbym rady z kasą.

Przyszedł wrzesień 1997. Dostałem 3 miesięczną dziekankę, wiedzieliśmy z Michałem w jakich miastach mamy się przesiąść i gdzie przekroczyć granice. Miałem 660 U$ w kieszeni, wszystkie potrzebne wizy i czekałem jedynie na autobus „przemytniczy” z Katowic do Stambułu.

Michał pojechał do rodziców do Katowic żeby się spakować i w sobotę mieliśmy ruszyć.

Tyle tylko, że Michał nigdy ze mną nie pojechał. Gdy przyjechałem do Kato Michała nie było w domu, a jego mama nie wiedziała w ogóle o czym ja mówię. Następnego dnia była sobota. Autobus jeździł raz w tygodniu a ja miałem już na niego bilet. 

Michał namówił mnie na wyjazd, który otworzył mi oczy. Pokazał mi, że się da i jak to zrobimy. Dzięki temu, że nie pojechał, a ja przebrnąłem samemu przez strach, zmęczenie, zatrucia i niedojadanie odkryłem, że jestem silniejszy i odważniejszy niż o sobie myślałem.

Że się nie poddaję choć parcie do przodu kosztuje mnie czasem łzy i zwątpienie.

Jakiś cudem wiem, że „wszystko będzie dobrze byle tylko iść dalej”

Robb Maciąg
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.